Gdańsk zaczyna się Wyspą Sobieszowską

Bakalie.com


No i doczekałam się... Po wakacjach na mazurach przyszedł czas na mój wymarzony Gdańsk. Oczywiście pogody nie było za grosz. Ubrani w ciepłe bluzy wyruszyliśmy w podróż nad morze. Droga minęła szybko i bez problemu. Okazało się, że na Wyspę Sobieszowską nie jedzie się wcale przez Gdańsk, a jest ona na początku miasta. Szczęśliwie dotarliśmy do naszego domku. Domek okazał się w szczerym polu, a w jego sąsiedztwie stało jeszcze ich pięć. Weszliśmy do domku. W środku rewelacja. Domek wyposażony jak prawdziwy dom mieszkalny. Kuchnia indukcyjna, mikrofala, lodówka telewizja, pralka. Nowiusieńkie meble i cudowna łazienka. Domek wyposażony był także w kominek, który nie zrobił na mnie w pierwszej chwili wrażenia. Doceniłam jego obecność już drugiego dnia, kiedy termometr wskazywał 14 stopni i lało jak z cebra. No to mam swoje wymarzone wakacje- pomyślałam.

Gdańsk

W niedziele trochę padało, trochę nie padało. Uzbrojeni w parasole, ciepłe bluzy wyruszyliśmy podbijać Gdańsk. O ile droga na starówkę minęła bez problemowo to godzinę czasu szukaliśmy miejsca do zaparkowania. W końcu się udało ! I poszliśmy na Rybi Targ. Mimo brzydkiej pogody ludzi było masa. Udało nam się obejrzeć paradę statków i słany deptak nad Wisłą. Zachmurzyło się. Poszukaliśmy knajpy i poszliśmy na obiad, na który czekaliśmy ponad godzinę. Wściekli, zmarznięty poszliśmy na starówkę. Dotarliśmy pod fontannę Neptuna, pod którą nie odbyło się bez sesji fotograficz-nej. I już mieliśmy ruszać dalej, kiedy luną rzęsisty deszcz, który padał dobre pół godziny. Schroniliśmy się pod pobliskim drzewem. Kiedy deszcze lekko przestał padać, ale nadal padał postanowili-śmy wracać do domku. Mokra i zła wracałam na posesję. A gdzie pozostała część starówki, Westerplatte, Stocznia Gdańska i pozostałe atrakcje ?

Mikoszewo i Jantar

Na drugi dzień pogoda była względna to wybraliśmy się na spacer po okolicy. Od mieszkańców dowiedzieliśmy się, że niedaleko jest Świbno, z którego promem przez Wisłę można popłynąć do Mikoszewa. Popłyniemy jutro ?- spytałam pełna optymizmu męża. Daj spokój- usłyszałam jego sceptyczny głos, na moje pomysły o wyprawach.- Skąd ja wiem, jaka jutro będzie pogoda – dodał. W myśli przyznałam mu rację. Ale przyszło jutro i piękna pogoda. Jedziemy. W samochodzie przepłynęliśmy promem na drugi brzeg Wisły i już byliśmy w Mikoszewie. Przywitały nas stragany. Oczywiście zakupiłam magnes na lodówkę, a lokalny sprzedawca powiedział, że kilka kilometrów dalej jest plaża w Jantarze, że poleca. Jak dla mnie rewelacja. Pojechaliśmy. O matko, Jantar to zupełnie nie mój klimat. Typowa nadmorska miejscowość. Deptak, turyści, stargany. Zakupiłam tradycyjnie już magnes i poszliśmy na plażę. Postaliśmy na plaży, zanurzyliśmy nogi w lodowatym Bałtyku i poszliśmy na obiad.

Gdynia i Sopot

W środę pogoda była piękna no to jedziemy! Pierwsza Gdynia. Zaparkowaliśmy samochód koło dworca kolejowego i udaliśmy się przed siebie w poszukiwaniu starówki lub rynku. Od miejscowego taksówkarza dowiedzieliśmy się, że nie ma czegoś takiego jak starówka, bo Gdynia jest „za młodym miastem”, ale jak pójdziemy z 800 metrów prosto to znajdziemy coś czego szukamy. Tak też zrobiliśmy. Szliśmy, szliśmy i szału nie było ot ulica taka jak u nas w Łodzi Piotrkowska. W połowie tej drogi zobaczyliśmy fontannę, która rozpoczynała gdyński deptak, którym doszliśmy do portu. W porcie podziwialiśmy statki, jachty i okręty. Okoliczne kramy kusiły pamiątkami znad morza. Niestety nie było na nie czasu, bo czekał na nas Sopot. Sopot okazał się małym, malowniczym miasteczkiem, pełnym turystów. Odnaleźliśmy drogę na molo i ruszyliśmy podziwiać widoki. Przyznam szczerze, że Molo wywarło na mnie duże wrażenie. Duże, przestronne, piękne widoki. Plaża pełna wczasowiczów i piękna pogoda. Wychodząc już z molo udaliśmy się na Sopocki Monciak, na którym stoi sławny „krzywy domek”. Oczywiście w samochodzie, kiedy wracaliśmy już do domku oświeciło mnie „a opera Leśna”… No cóż, kolejne rozczarowanie tych wakacji.

Świbno

Ostatni dzień był upalny. Nasze dzieci, które były z nami zapakowały się w samochód i pojechały leżeć plackiem na plaży do Świbna. Niestety nie lubię takich klimatów, ale co było robić…pojechaliśmy też. Świbno to takie małe miasteczko turystyczne. To właśnie z niego można przepłynąć Wisłę promem do Mikoszewa. Znajduje się tutaj sklep spożywczy, bar, pizzeria, a także ośrodek wczasowy, który pamięta zamierzchłe czasy PRL-u.  Przy drodze nad morze jest bar, w którym zjedliśmy pyszną flądrę i dołączyliśmy do naszych dzieciaków na plaży.

 

Malbork

No i nadeszła sobota, czas powrotu. Pogoda jaka ? Oczywiście chłodnie i pochmurnie. Siedząc już w samochodzie pomyślałam :”No cóż, od samego początku ten Gdańsk nie był mi pisany. Raz musiałam przełożyć wyjazd o rok, a teraz pogoda nie pozwoliła mi zobaczyć wszystko co zamierzałam” Było mi smutno. Jakie było moje zdziwienie, kiedy mój sceptycznie nastawiony do wyjazdów mąż „wklepał w nawigację” MALBORK Czy mąż słyszał moje myśli ? Bardzo się ucieszyłam. Zapakowaliśmy na olbrzymim parkingu i zobaczyliśmy jeszcze większy zamek Krzyżacki. Kiedy szliśmy przez murowany most nad fosą zamek stawał się coraz większy i większy. Jego widok zapierał dech w piersiach. Niestety nie weszliśmy do środka do zamku, bo byliśmy z psem. Ale zwiedziliśmy wszystko, co możliwe od dziedzińca. Spotkaliśmy nawet „Krzyżaków”. Zakupiliśmy miód pitny na okolicznym straganie, magnes i wróciliśmy do domu.

 

No cóż, pogoda lekko pokrzyżował nam plany i dlatego w przyszłym roku nie będę ryzykować i pojadę w znane mi już miejsce, czyli moje Mazury

Autor : Agnieszka Woźniak